7. Gliniany las / clay forest

– Zabobon – burknął Stefan dzierżąc w dłoni medalion ze swoim imieniem. – Nikt nie rządzi naszym losem… A już na pewno nie dziewczyna w czerwonej sukience!

– Dokładnie – przytaknął mężczyzna siedzący z nim przy stoliku.

– Także ten… dziękuję, że pomogłeś mi wyciągnąć auto z przykopy.

– Nie ma za co. Jestem August – rzekł traktorzysta obuty w gumiaki.

– Stefan.

– Los. Szczęście. Przypadek. Trzeba coś wreszcie zamówić, bo nas stąd wyrzucą. – Uśmiechnął się towarzysz.

– Znasz ją? – Stefan wskazał na siedzącą za ladą kobietę zaabsorbowaną telefonem.

– Tu wszyscy się znają.

– No tak… – Stefan nadal bawił się medalionem.

– „Gliniany las” – powiedział August.

– Słucham?

– Tak nazywa się ta miejscowość.

– Poetycko. Przeoczyłem tablicę. To już prawie Kielce?

– Tak.

– Także ten… co zamawiamy?

– Jestem traktorzystą, piję tylko czystą!

– Wezmę kawę po irlandzku.

– Basiu – rzekł traktorzysta – prosimy czystą i kawę po irlandzku.

Zaczęli pić. Potem przyszedł czas na piwo – oryginalne, rosyjskie i z ładnymi panienkami na puszkach.

Stefan spojrzał na medalion leżący na stole.

Mężczyźnie wydawało się, że przedmiot szepcze – i szept ów był złowieszczy:

– Nigdy się ode mnie nie uwolnisz. Jestem twoim PRZEZNACZENIEM!

Stefan pomyślał o samobójstwie. ZNOWU.

Wolałby już na plaży znaleźć kajdanki albo fortepian – wtedy wiedziałby, że jest wariatem, ale ten naszyjnik przypominał mu pętlę wisielczą.

– Czasami myślę skoczyć.

– Na piwo? – zapytał August.

– Nie, nie ze spadochronu, nie na piwo. Z KOMINA.

– Z wieżowca?

– Dokładnie o to mi chodzi! Skoczyć z bardzo wysoka. Albo strzelić sobie w głowę.

– Napijmy się.

– Racja.

Stefan założył medalion. Barmanka uśmiechnęła się szeroko.

– A więc przeznaczenie – rzekła kobieta przynosząc kolejne piwa.

Stefan poczuł, że zaczyna odpływać i pomimo najszczerszych chęci i największego wysiłku nie potrafił tego zatrzymać. Zasypiał. Znikał.

Odchodził w niebyt nieświadomości. Nie rozumiał co się działo. Zdążył jeszcze zreflektować się, że ma tak pierwszy raz w życiu i poczuł niepokój. Nie podobało mu się to.

Ocknął się w ciemności nie mogąc się ruszyć. Nie wiedział czy to wszystko tylko mu się śni czy naprawdę jest spętany. Postanowił poczekać, aż wreszcie nastanie dzień, bo uznał, że leży gdzieś w ciemnościach nocy.

Do jego twarzy docierał chłodny powiew, a do głowy napływały strzępki rozmowy, nikłe wspomnienie.

– Gliniany las – słowa urywki – i przeznaczenie. Znaki, znaki… znaki jego mać!

Usłyszał znowu delikatny jak jedwab głos barmanki i zasnął.

– A więc jednak przeznaczenie – rzekła kobieta.

Pstryk – coś jakby zakładanie kajdanek.

Brzęczące łańcuchy.

Photo by Sindre Stru00f8m on Pexels.com

– Superstition – Stefan grumbled, holding a locket with his name in his hand. – Nobody rules our fate … And certainly not the girl in the red dress!

– Exactly – agreed the man sitting at the table with him.

– Also this one … thank you for helping me get the car out of the pit.

– You’re welcome. I’m August – said the rubber boots tractor driver.

– Stefan.

– Fate. Happiness. Case. You have to finally order something, because they will throw us out of here. – The companion smiled.

– You know her? – Stefan pointed at the woman sitting behind the counter, absorbed in the phone.

– Everyone knows each other here.

– Well … – Stefan was still playing with the medallion.

– „Clay forest” – Augustus said.

– Sorry?

– That’s the name of this place.

– Poetically. I overlooked the blackboard. Is it almost Kielce?

– Yes.

– Also this… what do we order?

– I’m a tractor driver, I only drink pure vodka!

– I’ll take the Irish coffee.

– Basia – said the tractor driver – pure vodka and Irish coffee.

They started drinking. Then it was time for beer – original, Russian and with nice ladies drawings on the cans.

Stefan looked at the medallion on the table.

It seemed to the man that the object was whispering – and the whisper was ominous:

– You’ll never get away from me. I am your DESTINY!

Stefan thought about suicide. AGAIN.

He would have preferred to find handcuffs or a piano on the beach – then he would have known he was crazy, but the necklace reminded him of a hangman’s noose.

– Sometimes I think to jump.

– For beer? – August asked.

– No, not parachute, not beer. FROM THE CHIMNEY.

– From a skyscraper?

– That’s exactly what I mean! Jump from very high. Or shoot yourself in the head.

– Let’s drink.

– Right.

Stefan put on the medallion. The bartender smiled broadly.

– Destiny then – said the woman, bringing more beers.

Stefan felt that he was starting to drift away, and despite the best intentions and the greatest effort, he could not stop it. He fell asleep. Disappeared.

He walked away unknowingly. He did not understand what was happening. He had time to reflect that it was the first time in his life and he felt uneasy. He didn’t like it.

He woke up in the dark, unable to move. He didn’t know if he was just dreaming it all or if he was really chained. He decided to wait until day came, because he thought he was lying somewhere in the darkness of the night.

There was a cool breeze on his face, scraps of conversation flooding his head, a faint memory.

– Clay forest – excerpt words – and destiny. Signs, signs … bloody signs!

He heard the barmaid’s silky soft voice again and fell asleep.

– So it is destiny – said the woman.

Snap – something like putting on handcuffs.

Clinking chains.

Photo by lalesh aldarwish on Pexels.com

Opublikowane przez skowron pisze / skowron writes

małą cząstka mnie / little part of me

18 myśli w temacie “7. Gliniany las / clay forest

  1. Mmmm, a delicious and thoughtful post mate. I’m already thinking on the origin of the medallion, although not all of my theories are suitable for public discussion.
    Lollllllllll.
    Please give us more, much more.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Hmmm… A może ten medalion po prostu zawędrował z naszej rzeczywistości do równoległej i jest to w istocie znak na który czekał Stefan?

      A co do bursztynów… Ech, te rzeczy znajdowane na plaży mają magię, choć czasami to tylko meduzy 🙂
      W zeszłym roku miałem farta do bursztynów, a nic nie cieszy tak jak garstka takich perełek znaleziona przez szczura lądowego czyli mnie!

      Okolice Stegny, gdzie panowie budowlańcy oczyszczali dno plus moje wstanie o czwartej nad ranem zaowocowały takim zbiorem 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: