Fuj! Zejdź mi z blatu! – ranking książek / least favourite books

1. „Ulisses” – James Joyce

Umberto Eco napisał kiedyś o tej książce, że jest przeznaczona dla ludzi z bezsennością doskonałą. Coś w tym jest na pewno. Może jeszcze kiedyś się do niej zabiorę, bo prawda jest taka, że nie gwałcę się lekturą – po prostu odkładam.

2. „Widma w mieście Breslau” – Marek Krajewski

Tutaj w czasie kwarantanny koronawirusowej 2020 dotrwałem aż do setnej strony – to mój osobisty rekord z tą książką. Nie chodzi o to, że jest napisana źle, bynajmniej. Po prostu coś tu mi nie siedzi. Być może chodzi o fabułę, silenie się autora na coś więcej, ale śledztwo w sprawie pokiereszowanych trupów czterech golasów w czapkach marynarskich i ze skórzanymi woreczkami na genitaliach to już za wiele zwłaszcza, że akcja toczy się głównie w burdelach. Dziękuję, może innym razem.

3. „W poszukiwaniu straconego czasu” -Marcel Proust

Książka wspaniała, genialna, kultowa! – takie opinie można spotkać. Mnie osobiście genialnie od niej odrzuciło. Jest po prostu tak monotonna i nieciekawa, że podziękowałem. Nie ukończyłem pierwszego tomu czyli „w drodze do Swanna”.

4. „Czarodziejska góra” – Thomas Mann

Przyznam otwarcie, że zawiodłem. Tak mi się przynajmniej wydaje. W każdym razie do niektórych powieści trzeba dojrzeć i myślę, że to jedna z nich. Pamiętam ją tak mgliście, że albo faktycznie była słaba albo jej nie doczytałem. Jest tam sporo interesujących elementów, coś jednak poszło nie tak – podczas czytania, a może i pisania. Pamiętam rozwleczone na wiele stronic rozmowy, wiatyk, zresztą bardzo interesujący, fakt spania głównego bohatera w łóżku, w którym ktoś niedawno zmarł. Książka bardzo interesująca o statusie dla mnie samego nieodgadnionym. Ni to ulubiona, ni znienawidzona.

5. „Białe zęby” – Zadie Smith

Podejrzewam, że jeszcze do niej wrócę. Nie była zła. Dwa razy już wpadła mi w ręce i jakoś ani raz nie potrafiłem przebrnąć dalej niż kilkanaście stron. Sam nie wiem co poszło nie tak.

6. „# to o nas” – Piotra C.

Ekhem, rozmawianie o gustach nie ma sensu więc napiszę tylko, że totalnie nie siadło mi poczucie humoru tego pana, tak samo rozwój, a raczej brak rozwoju postaci. Nie doczytałem, bo wydawało mi się, że chociaż postacie dokądś być może fabularnie zmierzają, to nie dokonuje się ich żaden rozwój. Czułem, że mimo czytania wciąż stoję w miejscu. Pierwszy raz podczas lektury miałem takie halucynacje.

7. „Czekając na Godota” – Samuel Beckett

Zupełnie jak na dramat przystało czyta się ją dramatycznie. U mnie efekt był taki, że szybko odpadłem. Próbowałem obejrzeć też ekranizację. No cóż, (nie)ciekawy bełkot dwóch bezdomnych czyli rozmowy o wszystkim i niczym.

8. „Krzyżacy” – Henryk Sienkiewicz

Lubiłem szkolne lektury. Naprawdę. I powyższy tytuł stanowił wyjątek potwierdzający tę regułę – po prostu z czystym sumieniem odpuściłem sobie „Krzyżaków” wiedząc, że mam już i tak nadczytane, bo ta książka – co tu dużo mówić – wybitnie mi nie siedziała.

Pamiętam polowanie na niedźwiedzia na końcu pierwszego tomu i resztę sobie odpuściłem, a że tekst tylko przeskanowałem nie wiedziałem zbyt wiele o treści utworu i gówno mnie ona obchodziła. Jedynkę ze znajomości książki przyjąłem z ulgą i myślą, że już nikt nie będzie mnie o to pytał. O najważniejszych postaciach i wydarzeniach usłyszałem od kolegów i koleżanek.

Tak naprawdę nie przeczytałem też trylogii Sienkiewicza, wiecie, „Ogniem i mieczem”, „Potopu” i „Pana Wołodyjowskiego”, ale o ile pamięć mnie nie myli książki te nie były obowiązkowe, więc na jednej pale z czytania się skończyło.

Nie mam nic do Sienkiewicza. Tak naprawdę w „pustyni i w puszczy” znalazło się na liście moich ulubionych książek – KLIK.

9. „Wilk z Wall Street” – Jordan Belfort

Mimo najszczerszy chęci książki nie dokończyłem. Napisana nieźle, ma kilka fajnych fragmentów, może nawet więcej niż kilka, lecz wałkowana w koło Macieju tematyka pieniądze-prostytucja-narkotyki staje się po kilkuset stronach po prostu nużąca.

To już koniec zestawienia, gdyż więcej książek nie mogę sobie przypomnieć. Ewentualnie, jeśli coś jeszcze wpadnie mi do głowy, nadejdzie część druga artykułu.

No i jest jeszcze jedna opcja – z biegiem czasu prawdopodobnie natrafię na większą ilość dzieł, od których jakaś niewidzialna siła mnie po prostu odtrącił.

Zapraszam do dyskusji 🙂

Czy też masz swoje książkowe nemesis?

Photo by Joy Marino on Pexels.com

Opublikowane przez skowron pisze / skowron writes

małą cząstka mnie / little part of me

18 myśli w temacie “Fuj! Zejdź mi z blatu! – ranking książek / least favourite books

  1. Apropos „Godota”, według mnie z czytaniem dramatów jest jak ze słuchaniem płyt koncertowych, warto posłuchać, jak publiczność bawi się przy danym wykonawcy, ale nie zastąpi to osobistego odbioru podczas koncertu na żywo. Sztukę Becketta oglądałem w „Dramatycznym”, „Nowe Bloomuzalem” na podstawie „Ulissesa” w „Narodowym” w okresie późnolicealnym 😉 Absurd „Godota” przemawiał do mnie w pełni, humor Joyce’a trochę mniej. Czas może zrewidować swoje wspomnienia literackie ponowną lekturą 🙂 Moją zaś „niekończącą się opowieścią” jest wyśmienita „Twierdza” Antoine de Saint Exupery. Pocieszam się tylko faktem, że sam autor też tej nie dokończył 😉 Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Można mówić o humorze Joyce’a albo o bełkocie 🙂 Co kto lubi. Czytałem „Małego księcia”, ale lektura „twierdzy” mnie ominęła. No cóż, skoro autor jej nie dokończył, z technicznego punktu widzenia doczytanie do końca jest niemożliwe, ale rozumiem, że lektura była po prostu ciężka. Czasami tak jest. „Twierdza” kojarzy mi się przez tytuł z „Zamkiem” Kafki, co z kolei przypomniało mi „Proces” Kafki, który też strasznie męczyłem. Nie pamiętam nawet czy skończyłem.
      Pozdrawiam!

      Polubione przez 1 osoba

      1. o rany, skoro Ulysses to bełkot to boję się pytać o Finnegans Wake – tej daję jednocześnie 10.0 i 0.0 xd. męczę od dłuższego czasu „Legion” Cherezińskiej. nie chodzi o 800 stron, tylko na razie to dla mnie sama rekonstrukcja wydarzeń + dialogi. będę musiał w końcu coś o tym napisać

        Polubione przez 1 osoba

        1. „Bełkot” to opinia zacytowana, mnie osobiście tak książka po prostu znudziła. Pamiętam kilka smaczków, ale miałem wrażenie, że zwyczajnie nic się tam nie dzieje. „Legionu” nie znam. „Finnegans wake” na dziesięć i zero? Fajne są te Twoje rankingi 🙂 Ja mam tak z „Czarodziejską górą” i w sumie może też z kryminałami Krajewskiego – fajnie napisane, a przynajmniej niczego nie brakuje, mnie jednak osobiście nie podchodzą. Gdybym miał oceny subiektywną i obiektywną zapewne wyszedłby podobny rozdźwięk.

          Polubione przez 1 osoba

  2. Kwestia gustu. Te ogłoszone kultowymi pozycje były pisane w innych czasach i w innym stylu, jeśli nie weźmiesz na to poprawki – owszem, znudzą. Ale te, które powstają obecnie – to dopiero mnie smuci, takie na przykład „Taśmy rodzinne” – wszystkie blogi książkowo-czytelników chwalą debiut, a zwykły czytelnik zastanawia się – PO CO to napisano i kto zapłacił blogerom, że tak chwalą…

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Z podanych pozycji przebrnęłam przez „Czarodziejską” „Godota” i fragmenty Prousta, którego traktowałam zamiennie ze środkami nasennymi, bo równie skuteczny a nie uzależniający 🙂 Krajewski i Krzyżacy mogą być, choć daleka jestem od zachwytów i jedną i drugą lekturą. Na szczęście nadszedł czas, w którym mogę sobie już czytać li tylko dla przyjemności, co zwalnia mnie z obowiązku zapoznawania się z pozycjami reklamowanymi jako „odkrycie” „rewelacja”, „ambitna literatura” itp. 😀

    Polubione przez 1 osoba

  4. I tried to read Anna Karenina and got so bored, I wondered why I was born! Ulysses was also dumped! LOL I started a book by Paul Auster, and wound up thinking I must be thick! Other than those 3, I think I finished pretty much every book I ever read – apart from Ulverston (by whoever – yawn) 😀

    Polubione przez 1 osoba

  5. I know the invisible force you speak of. : ) Hilariously put. Some of the reading experiences you so well articulated, remind me of myself, but I couldn’t explain them as comedically as you have done so here.

    Polubione przez 1 osoba

    1. I think I’ll give it another shot. Some books need certain state of mind.
      I enjoyed some parts of this book but misse overall impression – it didn’t stick my mind.
      Now I would rate it neutral.
      Greetings from Poland!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: